MediaMotocykleFacebookRss

Krótki kurs historii Rajdu do Lizbony

23
Sie

Klub Motocyklowy „Rajlawenpis” przebył długą i pełną chwały drogę, począwszy od pierwszych drobnych kółek kręconych przez jego przyszłych członków, którzy wpierw na trzy, a później na dwukołowych rowerkach zawzięcie pedałowali w Polsce w 50-tych latach ubiegłego stulecia (XX w. – przyp. PJ), aż do wielkich podjazdów motocyklowych zwanych Rajdami, pod czujnym, acz dobrotliwym okiem założyciela i kierującego obecnie (tj. w 2012 r. – przyp. PJ) Klubem Motocyklowym „Rajlawenpis” – Chiefem Piotrem Kochańskim.

Wśród wielu  znakomitych inicjatyw jakie podjęte zostały w gościnnych progach jego domu przy okazji rozpoczęcia sezonu motocyklowego bodajże 2009 roku, pojawiła się również i ta dotycząca pomysłu rajdowego wyjazdu do Lizbony. Pomysł ten (dalsze stanowi już całkowicie subiektywną relację piszącego te słowa, w dodatku przesłoniętą welonem niepamięci) spotkał się wtedy z radykalnie odmiennymi ocenami. Nie jest tajemnicą, że ideę tę wysunął właśnie Chief osobiście, do pomysłu zapaliło się kilku wtedy obecnych, ale z uwagi na to, że zbliżający się Rajd miał już wyznaczony cel (Wiedeń) realizację odłożono w czasie. W roku następnym kierunek Lizbona powrócił niczym weksel lub żona, ale znów świadomi faktu, że to X Rajd, że zależy nam na dużej liczbie uczestników (której tak odległy i ambitny cel jak Lizbona nie gwarantował), postanowiliśmy pojechać do Berlina. Dalej jednak nieuniknionego nie dało się uniknąć. To właśnie w Berlinie, ukontentowani pożegnalną kolacją suto zakrapianą winem i innymi trunkami, niektórzy członkowie naszego klubu, wywodzący się głównie z Kielecczyzny, swymi głosami przeważyli szalę i tym sposobem celem XI Motorowego Rajdu Prawników stała się Lizbona.

Gdy jednak przyszło co do czego, czyli zgłoszeń, sprawcy całego zamieszania nie stanęli na wysokości zadania. Jest to o tyle zdumiewające, że są oni skądinąd wytrwałymi motocyklistami, zdolnymi do największych głupot i bezeceństw (ze światłym wyjątkiem świeżo upieczonych małżonków Joli i Marcina, oczywiście)  zatem Lizbona wydawała się dla nich celem jak znalazł, szczególnie, że z Kielecczyzny do Lizbony jest znacząco bliżej niż powiedzmy z Lubelszczyzny, Kujaw czy Mazowsza, a jedynie nieco dalej niż z Małopolski lub Śląska. To nieodpowiedzialne zachowanie niektórych motocyklistów spowodowało, że w pewnym momencie wydawało się, że do Lizbony wyruszą już tylko Chief ze swoją Jedyną. Niestety podejrzewam, że nad Lizboną zaciążyło tego roku jakieś fatum, bowiem i Chief nolens volens z wyjazdu zrezygnować musiał. W tej sytuacji XI Rajd cały czas czeka na realizację. Jego powodzenie zależy od naszych chęci, determinacji, zdrowia i sytuacji w strefie euro, od której ostatnio wszystko zależy, więc czemu i nie Rajd? Może nasz wyjazd tam znacząco poprawi bilans płatniczy Hiszpanii i Portugalii, dzięki czemu unikną one losu Grecji. A propos której, czy wiecie że do Aten jest o ponad tysiąc kilometrów bliżej niż do Lizbony?

Kategoria: rajdy


kochanski

© Rajlawenpis - Motor Klub 2010. All Rights Reserved. Made in quaint.pl