MediaMotocykleFacebookRss

X Jubileuszowy Rajd Warszawa-Berlin cz.1

25
Paź

X Jubileuszowy Rajd Warszawa-Berlin cz.1

Wigilia Przed-Rajdowa w Julinku.
 
Do ostatniej chwili zglaszali się do Julinka. Wszyscy Ci, ktorzy ofiarnie postanowili tym razem zrobic przyjemnosc Chiefowi i w grupie wyruszyc na Rajd spod Kolumny Zygmunta w czwartek, 26 sierpnia, 2010. Zgodnie z Regulaminem Rajdów Prawników na Motocyklach. Rajdy te odbyly sie juz IX razy. Na trasie Warszawa Berlin Warszawa będziemy po raz DZIESIATY ! Ta „10” budzi szacunek !
 
Kiedy juz sie wydawalo, ze beda „prawie wszyscy” uczestnicy (a wiadomo ze „prawie robi roznice”), i po tym kiedy jeszcze 24tego sierpnia potwierdzil przyjazd Krzysiu Kwiecien, nasz nowy kolega, adwokat z Lodzi, 25tego maila przyslal jeszcze Marek Wyslocki. Ze tez jedzie i bedzie z nami ok. 18.00. I ze wyjedzie spod Kolumny ! A to nie zdarzylo sie Markowi od wielu lat! Zapowiadalo sie fajne spotkanie.


 
Na nasze wigilijne przed-Rajdowe spotkanie, postanowilem wynajac sale w Goscincu Julinek, w lasach Puszczy Kampinoskiej. Kiedys, przed II wojna, warszawscy ulani ujezdzali tam konie. Podobno bywal Marszalek. Obecnie, miejsce prowadzone jest przez lokalnego pasjonata koniarstwa i Wychowce Mlodzierzy, Pana Adama. Poza stajniami, mieszcza sie tam duze sale biesiadne i jest pensjonat, z milymi, przyjemnie wyposazonymi pokojami z lazienkami. Miejsce nadaje sie swietnie na takie wlasnie wieksze, dyskretne imprezy dla wtajemniczonych.
 
Na nasze spotkanie, na wspolna kolacje na 27 osob wybralismy elegancka, w dworkowym, ale tradycyjnym stylu utrzymana, wielka drewniana jadalnie. Atmosfera tej sali byla swietna. Sprzyjala uczcie, rozmowom, podnosila nastroj i wiare we wlasne sily. Obiecywala ta sala bardzo wiele nam wszystkim. Od nas samych. I o to wlasnie chodzilo.
 
W pokojach dwuosobowych z lazinkami, w Goscincowym Pensjonacie zamieszkali parami:  Jola Paradowska i Andrzej Paradowski, Marek Jarzyna i Pawel Jarzyna, Roman Rozborski i Andrzej Mielczarek i Dorotka i Leszek Szatalscy. Pokoj trzyosobowy w pensjonacie zajeli Andrzej Kuna, Janusz Sikor i Tomek Sikora. W pokoju czteroosobowym w Pensjonacie zamieszkali  Joanna Jeziorska, Paweł Jeziorski, Marcin Putowski i Jola Gibas, ktorzy podobnie jak Leszek i Dorotka, przyjechali z reszta Scyzorykow po zmroku.
 
W internacie, w milych pokojach z czystymi, wyremontowanymi niedawno lazienkami, zamieszkali parami Wacek Dąbkowski, Wojtek Buczyłło, Krzysiu Kwiecień, Darek Paliborek, Hubert Kochanowski, Marcin Pajek, Sławek Dylewski i Marek Wyslocki.
 
Wlasciwie do pelnego skladu, ktory odjechal spod Kolumny w nastepnym dniu zabraklo nam tylko Krisa Rastawickiego.
 
Kasia Zajfert, dlugo nie widziana przez wielu i Mikolaj Pawlak mieli dojechac spotkac sie i jubileuszowo pobiesiadowac z nami w Julinku takze. Mikolaj juz wieczorem zadzwonil, ze nie poradzi sobie jednak z czasem. Ale Kasia, uczestniczka wielu pierwszych Rajdow, legenda Klubu, ktora na pierwszy Rajd do Lwowa, ktory zreszta wspolorganizowala, i na ktory pojechala na nowym GN250 bez prawa jazdy i po tygodniu zaledwie jazdy na swoim wtedy pierwszym motocyklu, ku radosci prawdziwej wielu, dojechala i zostala do konca.
 
Juz o 16.30 przyjechala pierwsza grupa z Lublina. Marek i Pawel Jarzynowie, Janusz Sikora i Andrzej Kuna. Ostatni dojechali niezawodni Dorotka z Leszkiem z Torunia. Krotko przed nimi cala duza grupa Scyzorykow z Kielc pod wodza weterana Rajlawenpis Motor Klubu, Tomka Sikory, ktory wzial udzial w dziewieciu naszych Rajdach do tej pory, dumnie teraz dzierzac iscie indianski tytul Tego-Ktory-Przejechal-Najwiecej-Rajdow. Tomek opuscil tylko Sztokholm. Ja sam, polamany po dzwonie na torze w Poznaniu, opuscilem Drugi Rajd do Wilna i Grodna, i niestety ten do Zagrzebia, ktory zostal szczegolnie dobrze zapamietany przez uczestnikow, bowiem zostal wspaniale przygotowany, mial bogaty program i ze wzgledu na wspaniale przyjecie w Polskiej Ambasadzie w Chorwacji przez samego Ambasadora Pana Andrzeja Kopyrę, ktorzy czestowal kanapkami, trunkami i ciekawymi historiami z historii wspolczesnej Polskiej Dyplomacji.
 
Ja po pracy i przebraniu sie w naszym domu nieopodal w Kepiastem, po ucalowaniu Lefka na dobranoc, wyjechalem do Julinka ok. 18.30, zgodnie zreszta z wczesniejszymi zapowiedziami. Moja Agnieszka przyrzekla, ze dojedzie takze. Jak tylko polozy naszego Synka spac. Dotrzymala slowa.
 
Bylo niezwykle przyjemnie. Cieply wieczor w pachnacym, starym lesie, bez komarow, w podcieniach starego drewnianego tarasu przed pensjonatem, uplywal w dobrej atmosferze i nastroju czaru, ktory potrafia stworzyc Ci pelni zyczliwosci do siebie nawzajem, romantyczni, odwazni ludzi, ktorzy co najmniej raz w roku przeistaczaja sie w szalonych nomadow, objezdzajacych swiat na swoich stalowych, wypieszczonych rumakach. Niektorzy z nich, jak Andrzej Paradowski, ktory w tym roku przejechal Route 66 w USA, czy Kasia Zajfert, ktora zaliczyla bezdroza Afrtyki i Indii, jezdzili juz po kilku kontynentach.
 
Po wstepie z chlodzacym piwkiem z beczki i po wysmienitym bigosie, zasiedlismy do stolu zastawionego przez Pania Marie z Julinka wysmienitymi wedlinami, auszpikami, salatkami, grzybkami i innymi frykasami. Pieczony prosiak, ktory dojechal zgodnie z zamowieniem na 20.30 w kaszy i nadzieniach smakowitych, zostal pozarty w ciagu 15 minut.
 
Przy wielkim, bialym stole, swiatecznie, nieustajaco witalismy sie, opowiadali sobie o sobie i cieszyli sie soba jak zwykle, kiedy mamy okazje sie spotykac.
 
Tym razem, korzystajac z okazji, Koszulki i Proporczyki Rajdowe zostaly wydane przed spotkaniem pod Kolumna Zygmunta. Podobnie wydalem wszystkie mile, przydatne drobiazgi, ktore dostalismy od zawsze pamietajacej od nas Yamahy (Mistui Motor Poland), a w tym smary do lancuchow w kieszonkowych opakowaniach, szpreje do czyszczenia plastikow i chusteczki do kaskow.
 
Okolo 23.00 towarzystwo w wiekszosci przenioslo sie do ogniska, a niektorzy wzieli sie z determinacja za pieczenie kielbasek. I to wszystko powazni ludzie, w wiekszosci prawnicy, ktorzy cale popoludnie w tym dniu, po pracy, podrozowali na motocyklach, w niektorych przypadkach we dwojke, by nastepnego dnia, o godzinie 6.00 rano zerwac sie ze snu tylko po to, by razem, o 7.15 wyjechac do centrum Warszawy, pod Kolumne Zygmunta, by realizowac jeszcze jedno szalone zamierzenie, tym razem, w grupie 23 motocykli, bez wzgledu na pogode, zmeczenie, slabosci: do Berlina i z powrotem.

Kategoria: rajdy


kochanski

© Rajlawenpis - Motor Klub 2010. All Rights Reserved. Made in quaint.pl